Strona główna

poniedziałek, 29 września 2014

Krwiożerczy Wafel...

...czyli, jak pomalować paznokcie i nie odgryźć sobie dłoni kiedy odbiją się na nich włosy, poduszki i powietrze.

Tak, było groźnie ostatnio, znaczy wczoraj. Pomalowałam szponki pięknym, koralowym lakierem. Dobra pomalowałam to za dużo powiedziane, bo od samego początku były z tym problemy. Lakier już przy zetknięciu z paznokciem gęstniał, smużył i inne ł. Ale jakoś poradziłam sobie z dziadem, pomalowałam do końca, posiedziałam jak słup soli ze dwie godziny, wstrzymywałam mocz i inne herezje. Rano się budzę (taa ranooo, waflu) a tam co? Esy floresy na paznokciach. Dojrzałam odbite włosy, poduszkę, dziwne wgniecenie wyglądające jak kurza stopka i rowy jak po orce na jesieni. No jak ja się zdenerwowałam, no na świętego pazura. Powiedziałam dość! Tak nie będzie, kto tu rządzi? No kto?? I zmyłam dziada, jeden pazur za drugim! Nie będzie mi tu straszył ludzi. Ale, że rządzi blog to wyjścia nie było, pomalowałam znów. Matko paznokciowa, drugi raz, dzień po dniu, wafel oszalał. 

Ale warto było, upewniłam się, że kocham ten lakier miłością nieskalaną nerwami <3




Lakier to Wibo Express growth a numer mu 287.

16 komentarzy: